close
Cudze chwalicie… Jastarnia

Cudze chwalicie… Jastarnia

Plaża, morze, złocista skóra, wiatr we włosach – niby banalny, a jednak zazwyczaj wyjątkowo skuteczny przepis na potężną dawkę beztroski i szczęścia. Idąc na nadmorski brzeg tunelem pomiędzy wydmami i zanurzając stopy w coraz cieplejszym piasku, czujemy dreszcz czegoś niezwykłego.

Morze od zawsze wyzwala w nas ducha przygody, poczucie nieskończoności, bezgranicznej wolności i czegoś, co nas po prostu przyciąga. Antropolog powiedziałby, że to atawizmy, które tkwią w nas od zarania przypominają, że wyszliśmy z morza, ale pojawia się tu zawsze coś więcej – marzenia o dalekich podróżach i chęć dostrzeżenia czegoś za horyzontem…

JASTARNIA

Jastarnia – Jantarnia. Jedna litera zbliżyła nas do bursztynu i wielu tajemnic Bałtyku z nim związanych. Czasem jeszcze udaje się go znaleźć na plaży. Chodząc po tej małej rybackiej miejscowości, śmiało możemy być dumni. Włoskie, cypryjskie, greckie… wszystkie te miejsca, których poszukujemy w nadziei na idealne wakacje, często ustępują właśnie naszej rodzimej Jastarni. Ta plaża… szeroka, z pięknym, drobnym, jasnym piaskiem osypującym się na skórze – niełatwo znaleźć takie w Europie. A stary, pachnący wodą morską i olejem ze zużytych kutrów rybackich port przyciąga każdego dnia świeżą rybą.

Z samego rana…

Wychodząc bladym świtem na plażę, natykamy się na młodocianych karateków z poważnym wzrokiem zatopionym w horyzont, stawiających z namaszczeniem pierwsze kroki w sztuce walki, lub na porannych biegaczy cierpliwie pokonujących kolejny kilometr trasy.

Z pobliskiego hotelu z pięknym widokiem na morze, tuż przy plaży, wychodzi grupa w oficjalnych strojach. Być może to pracownicy dużej firmy przestrzegający jej dress codu. Myśląc, że to kolejna nudna konferencja, nagle znaleźli się w nieoczekiwanym miejscu – na świetnej plaży, i w biegu podwijając nogawki nieskazitelnych spodni, pędzą w stronę wody.

Idąc brzegiem w kierunku Kuźnicy, mijamy latarnię morską. Warto wspiąć się w jej okolicę, bo nie każda miejscowość może się taką latarnią poszczycić. Kto z nas nie pomyślał kiedyś o samotniczym życiu wyznaczanym światłem wielkiej lampy? Jakby to było, wypatrywać nocą, pilnować i ostrzegać marynarzy ufających naszym znakom? Czasem możemy wejść na samą górę latarni i spojrzeć na dużo większy fragment morza niż ten widziany zazwyczaj z plaży.

Możemy też zrezygnować ze spaceru i tuż przy wejściu na plażę wyprosić pierwszą kawę w dopiero budzącym się do życia barze. Gdy siedzi się na piasku w porannym słońcu i jeszcze nieobezwładniającym nas upale, kawa smakuje jak nic innego.

W ciągu dnia…

Wcześniej czy później zgłodniejemy. W okolicy pory obiadowej kierujemy się na wydeptane dróżki w centrum Jastarni. Oczywistym wyborem są ryby – i słusznie. Choć sprzedawcy w pełni sezonu, nie do końca uczciwie, zachwalają często mrożone okazy, jako te świeżo złowione, i tak warto się skusić. Starym sposobem szukamy lokalu z dużą liczbą ludzi i / lub takiego, w którym stołują się miejscowi. Smażalnia ryb w pobliżu budynku dworca kolejowego od lat nie zawodzi kolejnych gości – tam na pewno zjemy dobrze. Podobnie jak w małej smażalni na końcu Jastarni (w kierunku Juraty) gdzie stoi stara drewniana beczka po rybach i wszystko dostajemy na plastikowych lub tekturowych tackach. Rzeczywiście komfort spożywania tam obiadu nie jest wyjątkowy, ale ryba wybitna.

Jeżeli kusi nas jednak znalezienie czegoś innego, mniej popularnego, zapuśćmy się w ciasne uliczki domów od strony morza. Idąc w stronę cmentarza, pomiędzy urokliwymi bramami, równolegle do głównej ulicy, trafimy na małą smażalnię ze stolikami na małym patio, owiniętym wkoło siecią rybacką i słojami marynowanych śledzi wystawionymi na barze. Są wspaniałe! Tutaj zjemy też belonę – rybę przypominającą węgorza, a jej turkusowy szkielet na pewno zostanie nam w pamięci lub wzorem łuski karpia powędruje do portfela… na pamiątkę.

Amatorom kawy poranna wizyta na plaży na pewno nie wystarczy. Kawiarnia przy głównym skrzyżowaniu i jej znakomite ciasta powinny nas skusić w każdym momencie. Tam dostaniemy kawę mocną, gęstą i pachnącą.

A wieczorem…

Do wielu miejsc rozbrzmiewająca muzyka zaprowadzi nas sama. Koncert na żywo, kolacja, wino… Jeżeli chcemy chwilę odetchnąć i zostawić za sobą zgiełk budzących się imprez, możemy wyjść na plażę. Zachody słońca nad morzem to moment, na który czeka wielu z aparatami lub bez, pływając czasem w morzu lub siedząc na piasku, w parach i pojedynczo – chyba każdy ulega tej magii. Jeżeli jednak zdecydujemy się przejść na druga stronę i podziwiać nieruchome wody zatoki – i tym razem czeka nas niezapomniany widok: dziesiątki kolorowych żagli i zapierające dech w piersiach ewolucje kitesurferów. Półwysep helski, a właściwie jego część od strony zatoki, to swoista mekka miłośników sportów wodnych. Cierpliwie idąc brzegiem i mijając suszące się żagle, piankowe kombinezony i kolejne szyldy letnich szkół kitesurfingu, znajdziemy się na coraz bardziej opustoszałym brzegu, a idąc jeszcze dalej natkniemy się na cmentarz starych statków. Prawda, że magicznie brzmi? Łódka do połowy zanurzona w wodzie i piasku zwiastuje to miejsce z roku na rok coraz mniej rozpoznawalne, ale jednak ciągle istniejące.

Kąpiel w ciepłych wodach zatoki mamy gwarantowaną zawsze, w falującym morzu – niekiedy. Ciepłe prądy pojawiające się w okresie wakacji przynoszą nam taką możliwość, ale i bez niej, siedząc tuż przy wydmach i przesypując nadal ciepły piasek między palcami stóp, planujemy kolejny przyjazd za rok.

Zarezerwuj online apartament w Jastarni na https://blueapart.pl/apartamenty/jastarnia

5 lipca 2017656Views

Autokarem po Europie

Architektoniczne rekordy w Warszawie