close
Mongolia- podróżowanie po kraju

Mongolia- podróżowanie po kraju

Mongolia jest państwem pięciokrotnie większym od Polski. Dróg asfaltowych i torów kolejowych jest jak na tak ogromną powierzchnię – mało. Większość tras wyznaczają drogi gruntowe zaś mongolscy kierowcy w świecie bez drogowskazów zawsze znajdą drogę. Podejrzewam, że gdzieś wewnątrz mają jakieś specjalne systemy nawigacyjne, które pozwalają im bezbłędnie oceniać odległości.

Po Mongolii można poruszać się na kilka sposobów. Ja przytoczę trzy, które są najbardziej popularne i interesujące:
Samochód terenowy

W Mongolii nie ma problemu z wynajęciem samochodu i kierowcy na okres pobytu w tym kraju. Samochody to przeważnie pamiętające radzieckie czasy UAZy busy i terenówki. Samochody wożące turystów są specjalnie oznakowane. Zresztą na mongolskich „drogach” rzadko kiedy spotyka się inne pojazdy.
Wynajęcie samochodu i kierowcy to koszt ok. 50USD za jeden dzień. W tą kwotę nie wchodzi opłacanie paliwa. Przyjęło się również, że to uczestnicy wyprawy opłacają wyżywienie kierowców. Warto też wieczorem po dniu jazdy i zwiedzania zaprosić kierowców na „pogawędki”. Moi mongolscy kierowcy bardzo chętnie siadali z nami przy świetle latarek, opowiadali jak również śpiewali mongolskie pieśni. Taki śpiew na żywo jest niezapomnianym wrażeniem.
Komunikacja z kierowcami może być nieco utrudniona, jeśli nie mówią oni w żadnym z języków, które są znane uczestnikom wyprawy. Chyba, że ktoś z ekipy zna mongolski. W przypadku kierowców, że którymi ja jeździłam to jeden mówił po rosyjsku i problem był rozwiązany zaś drugi kierowca wszystko tłumaczył nam obrazowo używając kilku słów z języka angielskiego.
Podczas podróży samochodem najlepiej mieć ze sobą namioty, gdyż biwakuje się w stepie lub na pustyni w tym miejscu, gdzie kierowcy zdecydują się zatrzymać na nocleg. Mongolskim kierowcom należy zaufać i o nic się nie martwić. Oni wiedzą jak jechać, co pokazać turystom, gdzie jeść. Dbają o wszystko. Moi mongolscy kierowcy byli dla nas niezwykle opiekuńczy i martwili się, gdy ktoś z grupy czuł się gorzej lub chorował. Inną opcją spania w terenie są turbazy, jurty turystyczne lub zwykłe jurty, czyli „spanie u gospodarza”. Kierowcy przeważnie śpią w swoich samochodach. Po zakończeniu podróży (najpewniej w Ułan Bator) warto zaprosić kierowców na pożegnalny obiad lub kolację i w ten sposób podziękować im za spędzony wspólnie czas.
Samochód jedzie po stepie z prędkością 20-40 km/h. Wydawałoby się, że nie jest to szybko ale ponieważ brakuje dróg i większość trasy to po prostu off-road to taka prędkość jest zbliżona do prędkości światła. Z racji nierównego terenu samochody podskakują i wszystko, co jest w środku łącznie z pasażerami podskakuje wraz z samochodem. Poranne porządki w aucie są więc na nic. Dlatego też większość rzeczy należy trzymać po prostu w plecakach.
Jazda samochodem przez rozległe stepy Mongolii jest bardzo przyjemna. Mamy możliwość obserwowania zmieniającego się za oknem krajobrazu. Napotkamy też na drodze różnego rodzaju zwierzęta: stada koni, owiec, kozy i jaki ale również dzikie ptactwo. Miłymi mieszkańcami mongolskich bezkresnych stepów są susełki. Małe zwierzątka nierzadko tracą życie uciekając przed samochodem z jednego końca „drogi” na przeciwległy.
Po drodze miniemy jurty- mongolskie domy. Przejdziemy też wiele kilometrów nie napotykając żadnego domu czy człowieka.
W czasie mojej podróży po Mongolii codziennie rano, gdy pakowaliśmy sprzęt, zjawiał się człowiek (codziennie inny) na koniu lub motorze. Zapalał papierosa, postał, popatrzył, nie odezwał się ani do kierowców ani do nas i jechał dalej w swoją stronę. To by nikogo nie dziwiło, gdyby nie to, że zawsze poprzedniego dnia rozbijaliśmy obozowisko daleko od ludzi.

Konie

W Mongolii można jeździć konno i z końskiego grzbietu zwiedzać kraj. Jednak to forma podróżowania dla wytrwałych. Dzień jazdy samochodem to maksymalnie 400 kilometrów trasy. Jazda na koniu to 30-40 kilometrów dziennie. Mało. Jeśli mamy ograniczony czas to w ten sposób nie zwiedzimy dobrze kraju. Odradzam ten sposób długotrwałego podróżowania tym, którzy nigdy wcześniej nie jeździli konno. Ja po raz pierwszy w życiu wsiadłam na konia właśnie w Mongolii i jeździłam na nim ok. 6 godzin. Było to bardzo wyczerpujące. Mongolskie siodła są inne niż te, na których się jeździ w naszej części świata. Siniaki i obolała pupa oraz naciągnięte mięśnie dla niewprawnego jeźdźca będą tylko jedną z pamiątek (mam nadzieję krótkotrwałych) po pobycie w Mongolii. Mongolskie koniki są znacznie niższe od naszych.
Zamiast zwiedzać konno Mongolię można poprosić kierowców o zawiezienie do miejsce, gdzie można urządzić sobie kilkudniowy trekking. Nie ma z tym problemu. Mongołowie chętnie wynajmują konie turystom. Można więc zatrzymać się na kilka dni w jurtach turystycznych i codziennie jeździć lub wynająć konie i pojechać przed siebie a potem wrócić. Pamiętajmy, że mongolskie koniki działają jak swoiste „naczynia połączone”-jeśli rozpędza się jeden to inne biegną za nim. Poza tym konik są niezbyt czułe na dociskanie ich udami. Raczej nie ruszą. Wówczas można poczekać aż ruszy pierwszy konik-reszta sama pójdzie za nim albo użyć nieco bardziej drastycznego rozwiązania- uderzyć w zad konia nahajem. Zbliżając się do konika pamiętajmy, żeby nie robić tego od strony zadu. Stres jeźdźca przenosi się na konia. Nie ma się czego bać. Trzeba się tylko odprężyć i podziwiać świat.
Można również kupić konika a potem, po podróży, odsprzedać go.
Mongolia z wielbłądziego garbu

Mam dużo sceptycyzmu jeśli chodzi o ten środek transportu. Niektóre przewodniki podają, że jest to ciekawa forma transportu po kraju. Wielbłądy są dość wolnymi stworzeniami, w związku z tym podróżowanie na nich będzie jeszcze wolniejsze niż podróżowanie na koniach. Proponuję zrobić podobnie jak z konikami- po prostu pojeździć kilka godzin. Również na wielbłądzie pierwszy raz jechałam w Mongolii.
Wsiadając na zwierzaka należy się upewnić, że wielbłąd leży. Najpierw podniesie się zad, więc jeździec siłą rzeczy pochyli się do przodu (trzymajmy się przedniego garbu!)-strach pomyśleć co by było gdyby wielbłądy wstawały inaczej…Następnie podnosi się przód. Zsiadanie z wielbłąda wygląda dokładnie na odwrót: najpierw przód (też trzeba się nieco mocniej złapać za przedni garb) a potem reszta. Zejść można dopiero wtedy gdy zwierze osiądzie na podłożu. Jazda w moim odczuciu jest mniej przyjemna niż jazda konna. Wielbłądy człapią. Owszem można je zmusić do kłusowania ale przewodnik stada, którym ma pod opieką i turystów i wielbłądy może się na to nie zgodzić. Jeśli się nie zgadza to wie co robi, i lepiej go nie namawiać. Ponadto niestety spomiędzy wielbłądzich garbów w czasie kłusu można zwyczajnie wylecieć do przodu (trochę jak z hamowaniem na rowerze). Zdenerwowane wielbłądy nie są miłe-plują śliną lub niestrawionym pokarmem. Spłoszone zwierze możne zwyczajnie uciec, dlatego będąc w okolicach zwierzęcia najlepiej nie wrzeszczeć lub nie zachowywać się gwałtownie (jeśli jesteśmy w podróży samochodami a zatrzymaliśmy się tylko na trekking na wielbłądach to pół biedy, zdecydowanie gorzej jeśli zdecydowaliśmy się podróżować po Mongolii na wielbłądzie i to był nasz jedyny środek transportu).
W przeciwieństwie do koni wielbłądami łatwiej się steruje, są bardziej czułe; może też wynika to z tego, że wodze mają przełożone przez nos i zablokowane kołeczkiem. Każdy ruch jeźdźca pociągającego „za sznurki” po prostu boli.
Wielbłądy też nie zawsze chcą ustawić się w charakterystyczną karawanę. Cztery będą szły równo jeden za drugim a reszta tak, jak będzie chciała. Wielbłądy są też zdecydowanie bardziej brudne niż konie i zdecydowanie niemile pachną. Ale nie należy się tym zrażać tylko spróbować. Najlepiej pojeździć na wielbłądach na mongolskiej pustyni Gobi.

Wszystkie powyższe informacje pochodzą z własnego doświadczenia autorki. Tekst ma charakter autorski.

Mongolia jest państwem pięciokrotnie większym od Polski. Dróg asfaltowych i torów kolejowych jest jak na tak ogromną powierzchnię – mało. Większość tras wyznaczają drogi gruntowe zaś mongolscy kierowcy w świecie bez drogowskazów zawsze znajdą drogę. Podejrzewam, że gdzieś wewnątrz mają jakieś specjalne systemy nawigacyjne, które pozwalają im bezbłędnie oceniać odległości. Po Mongolii można poruszać się na kilka sposobów. Ja przytoczę trzy, które są najbardziej popularne i interesujące: Samochód terenowy W Mongolii nie ma problemu z wynajęciem samochodu i kierowcy na okres pobytu w tym kraju. Samochody to przeważnie pamiętające radzieckie czasy UAZy busy i terenówki. Samochody wożące turystów są specjalnie oznakowane. Zresztą na mongolskich „drogach” rzadko kiedy spotyka się inne pojazdy. Wynajęcie samochodu i kierowcy to koszt ok. 50USD za jeden dzień. W tą kwotę nie wchodzi opłacanie paliwa. Przyjęło się również, że to uczestnicy wyprawy opłacają wyżywienie kierowców. Warto też wieczorem po dniu jazdy i zwiedzania zaprosić kierowców na „pogawędki”. Moi mongolscy kierowcy bardzo chętnie siadali z nami przy świetle latarek, opowiadali jak również śpiewali mongolskie pieśni. Taki śpiew na żywo jest niezapomnianym wrażeniem. Komunikacja z kierowcami może być nieco utrudniona, jeśli nie mówią oni w żadnym z języków, które są znane uczestnikom wyprawy. Chyba, że ktoś z ekipy zna mongolski. W przypadku kierowców, że którymi ja jeździłam to jeden mówił po rosyjsku i problem był rozwiązany zaś drugi kierowca wszystko tłumaczył nam obrazowo używając kilku słów z języka angielskiego. Podczas podróży samochodem najlepiej mieć ze sobą namioty, gdyż biwakuje się w stepie lub na pustyni w tym miejscu, gdzie kierowcy zdecydują się zatrzymać na nocleg. Mongolskim kierowcom należy zaufać i o nic się nie martwić. Oni wiedzą jak jechać, co pokazać turystom, gdzie jeść. Dbają o wszystko. Moi mongolscy kierowcy byli dla nas niezwykle opiekuńczy i martwili się, gdy ktoś z grupy czuł się gorzej lub chorował. Inną opcją spania w terenie są turbazy, jurty turystyczne lub zwykłe jurty, czyli „spanie u gospodarza”. Kierowcy przeważnie śpią w swoich samochodach. Po zakończeniu podróży (najpewniej w Ułan Bator) warto zaprosić kierowców na pożegnalny obiad lub kolację i w ten sposób podziękować im za spędzony wspólnie czas. Samochód jedzie po stepie z prędkością 20-40 km/h. Wydawałoby się, że nie jest to szybko ale ponieważ brakuje dróg i większość trasy to po prostu off-road to taka prędkość jest zbliżona do prędkości światła. Z racji nierównego terenu samochody podskakują i wszystko, co jest w środku łącznie z pasażerami podskakuje wraz z samochodem. Poranne porządki w aucie są więc na nic. Dlatego też większość rzeczy należy trzymać po prostu w plecakach. Jazda samochodem przez rozległe stepy Mongolii jest bardzo przyjemna. Mamy możliwość obserwowania zmieniającego się za oknem krajobrazu. Napotkamy też na drodze różnego rodzaju zwierzęta: stada koni, owiec, kozy i jaki ale również dzikie ptactwo. Miłymi mieszkańcami mongolskich bezkresnych stepów są susełki. Małe zwierzątka nierzadko tracą życie uciekając przed samochodem z jednego końca „drogi” na przeciwległy. Po drodze miniemy jurty- mongolskie domy. Przejdziemy też wiele kilometrów nie napotykając żadnego domu czy człowieka. W czasie mojej podróży po Mongolii codziennie rano, gdy pakowaliśmy sprzęt, zjawiał się człowiek (codziennie inny) na koniu lub motorze. Zapalał papierosa, postał, popatrzył, nie odezwał się ani do kierowców ani do nas i jechał dalej w swoją stronę. To by nikogo nie dziwiło, gdyby nie to, że zawsze poprzedniego dnia rozbijaliśmy obozowisko daleko od ludzi. Konie W Mongolii można jeździć konno i z końskiego grzbietu zwiedzać kraj. Jednak to forma podróżowania dla wytrwałych. Dzień jazdy samochodem to maksymalnie 400 kilometrów trasy. Jazda na koniu to 30-40 kilometrów dziennie. Mało. Jeśli mamy ograniczony czas to w ten sposób nie zwiedzimy dobrze kraju. Odradzam ten sposób długotrwałego podróżowania tym, którzy nigdy wcześniej nie jeździli konno. Ja po raz pierwszy w życiu wsiadłam na konia właśnie w Mongolii i jeździłam na nim ok. 6 godzin. Było to bardzo wyczerpujące. Mongolskie siodła są inne niż te, na których się jeździ w naszej części świata. Siniaki i obolała pupa oraz naciągnięte mięśnie dla niewprawnego jeźdźca będą tylko jedną z pamiątek (mam nadzieję krótkotrwałych) po pobycie w Mongolii. Mongolskie koniki są znacznie niższe od naszych. Zamiast zwiedzać konno Mongolię można poprosić kierowców o zawiezienie do miejsce, gdzie można urządzić sobie kilkudniowy trekking. Nie ma z tym problemu. Mongołowie chętnie wynajmują konie turystom. Można więc zatrzymać się na kilka dni w jurtach turystycznych i codziennie jeździć lub wynająć konie i pojechać przed siebie a potem wrócić. Pamiętajmy, że mongolskie koniki działają jak swoiste „naczynia połączone”-jeśli rozpędza się jeden to inne biegną za nim. Poza tym konik są niezbyt czułe na dociskanie ich udami. Raczej nie ruszą. Wówczas można poczekać aż ruszy pierwszy konik-reszta sama pójdzie za nim albo użyć nieco bardziej drastycznego rozwiązania- uderzyć w zad konia nahajem. Zbliżając się do konika pamiętajmy, żeby nie robić tego od strony zadu. Stres jeźdźca przenosi się na konia. Nie ma się czego bać. Trzeba się tylko odprężyć i podziwiać świat. Można również kupić konika a potem, po podróży, odsprzedać go. Mongolia z wielbłądziego garbu Mam dużo sceptycyzmu jeśli chodzi o ten środek transportu. Niektóre przewodniki podają, że jest to ciekawa forma transportu po kraju. Wielbłądy są dość wolnymi stworzeniami, w związku z tym podróżowanie na nich będzie jeszcze wolniejsze niż podróżowanie na koniach. Proponuję zrobić podobnie jak z konikami- po prostu pojeździć kilka godzin. Również na wielbłądzie pierwszy raz jechałam w Mongolii. Wsiadając na zwierzaka należy się upewnić, że wielbłąd leży. Najpierw podniesie się zad, więc jeździec siłą rzeczy pochyli się do przodu (trzymajmy się przedniego garbu!)-strach pomyśleć co by było gdyby wielbłądy wstawały inaczej…Następnie podnosi się przód. Zsiadanie z wielbłąda wygląda dokładnie na odwrót: najpierw przód (też trzeba się nieco mocniej złapać za przedni garb) a potem reszta. Zejść można dopiero wtedy gdy zwierze osiądzie na podłożu. Jazda w moim odczuciu jest mniej przyjemna niż jazda konna. Wielbłądy człapią. Owszem można je zmusić do kłusowania ale przewodnik stada, którym ma pod opieką i turystów i wielbłądy może się na to nie zgodzić. Jeśli się nie zgadza to wie co robi, i lepiej go nie namawiać. Ponadto niestety spomiędzy wielbłądzich garbów w czasie kłusu można zwyczajnie wylecieć do przodu (trochę jak z hamowaniem na rowerze). Zdenerwowane wielbłądy nie są miłe-plują śliną lub niestrawionym pokarmem. Spłoszone zwierze możne zwyczajnie uciec, dlatego będąc w okolicach zwierzęcia najlepiej nie wrzeszczeć lub nie zachowywać się gwałtownie (jeśli jesteśmy w podróży samochodami a zatrzymaliśmy się tylko na trekking na wielbłądach to pół biedy, zdecydowanie gorzej jeśli zdecydowaliśmy się podróżować po Mongolii na wielbłądzie i to był nasz jedyny środek transportu). W przeciwieństwie do koni wielbłądami łatwiej się steruje, są bardziej czułe; może też wynika to z tego, że wodze mają przełożone przez nos i zablokowane kołeczkiem. Każdy ruch jeźdźca pociągającego „za sznurki” po prostu boli. Wielbłądy też nie zawsze chcą ustawić się w charakterystyczną karawanę. Cztery będą szły równo jeden za drugim a reszta tak, jak będzie chciała. Wielbłądy są też zdecydowanie bardziej brudne niż konie i zdecydowanie niemile pachną. Ale nie należy się tym zrażać tylko spróbować. Najlepiej pojeździć na wielbłądach na mongolskiej pustyni Gobi. Wszystkie powyższe informacje pochodzą z własnego doświadczenia autorki. Tekst ma charakter autorski.

Mongolia jest państwem pięciokrotnie większym od Polski. Dróg asfaltowych i torów kolejowych jest jak na tak ogromną powierzchnię – mało. Większość tras wyznaczają drogi gruntowe zaś mongolscy kierowcy w świecie bez drogowskazów zawsze znajdą drogę. Podejrzewam, że gdzieś wewnątrz mają jakieś specjalne systemy nawigacyjne, które pozwalają im bezbłędnie oceniać odległości. Po Mongolii można poruszać się na kilka sposobów. Ja przytoczę trzy, które są najbardziej popularne i interesujące: Samochód terenowy W Mongolii nie ma problemu z wynajęciem samochodu i kierowcy na okres pobytu w tym kraju. Samochody to przeważnie pamiętające radzieckie czasy UAZy busy i terenówki. Samochody wożące turystów są specjalnie oznakowane. Zresztą na mongolskich „drogach” rzadko kiedy spotyka się inne pojazdy. Wynajęcie samochodu i kierowcy to koszt ok. 50USD za jeden dzień. W tą kwotę nie wchodzi opłacanie paliwa. Przyjęło się również, że to uczestnicy wyprawy opłacają wyżywienie kierowców. Warto też wieczorem po dniu jazdy i zwiedzania zaprosić kierowców na „pogawędki”. Moi mongolscy kierowcy bardzo chętnie siadali z nami przy świetle latarek, opowiadali jak również śpiewali mongolskie pieśni. Taki śpiew na żywo jest niezapomnianym wrażeniem. Komunikacja z kierowcami może być nieco utrudniona, jeśli nie mówią oni w żadnym z języków, które są znane uczestnikom wyprawy. Chyba, że ktoś z ekipy zna mongolski. W przypadku kierowców, że którymi ja jeździłam to jeden mówił po rosyjsku i problem był rozwiązany zaś drugi kierowca wszystko tłumaczył nam obrazowo używając kilku słów z języka angielskiego. Podczas podróży samochodem najlepiej mieć ze sobą namioty, gdyż biwakuje się w stepie lub na pustyni w tym miejscu, gdzie kierowcy zdecydują się zatrzymać na nocleg. Mongolskim kierowcom należy zaufać i o nic się nie martwić. Oni wiedzą jak jechać, co pokazać turystom, gdzie jeść. Dbają o wszystko. Moi mongolscy kierowcy byli dla nas niezwykle opiekuńczy i martwili się, gdy ktoś z grupy czuł się gorzej lub chorował. Inną opcją spania w terenie są turbazy, jurty turystyczne lub zwykłe jurty, czyli „spanie u gospodarza”. Kierowcy przeważnie śpią w swoich samochodach. Po zakończeniu podróży (najpewniej w Ułan Bator) warto zaprosić kierowców na pożegnalny obiad lub kolację i w ten sposób podziękować im za spędzony wspólnie czas. Samochód jedzie po stepie z prędkością 20-40 km/h. Wydawałoby się, że nie jest to szybko ale ponieważ brakuje dróg i większość trasy to po prostu off-road to taka prędkość jest zbliżona do prędkości światła. Z racji nierównego terenu samochody podskakują i wszystko, co jest w środku łącznie z pasażerami podskakuje wraz z samochodem. Poranne porządki w aucie są więc na nic. Dlatego też większość rzeczy należy trzymać po prostu w plecakach. Jazda samochodem przez rozległe stepy Mongolii jest bardzo przyjemna. Mamy możliwość obserwowania zmieniającego się za oknem krajobrazu. Napotkamy też na drodze różnego rodzaju zwierzęta: stada koni, owiec, kozy i jaki ale również dzikie ptactwo. Miłymi mieszkańcami mongolskich bezkresnych stepów są susełki. Małe zwierzątka nierzadko tracą życie uciekając przed samochodem z jednego końca „drogi” na przeciwległy. Po drodze miniemy jurty- mongolskie domy. Przejdziemy też wiele kilometrów nie napotykając żadnego domu czy człowieka. W czasie mojej podróży po Mongolii codziennie rano, gdy pakowaliśmy sprzęt, zjawiał się człowiek (codziennie inny) na koniu lub motorze. Zapalał papierosa, postał, popatrzył, nie odezwał się ani do kierowców ani do nas i jechał dalej w swoją stronę. To by nikogo nie dziwiło, gdyby nie to, że zawsze poprzedniego dnia rozbijaliśmy obozowisko daleko od ludzi. Konie W Mongolii można jeździć konno i z końskiego grzbietu zwiedzać kraj. Jednak to forma podróżowania dla wytrwałych. Dzień jazdy samochodem to maksymalnie 400 kilometrów trasy. Jazda na koniu to 30-40 kilometrów dziennie. Mało. Jeśli mamy ograniczony czas to w ten sposób nie zwiedzimy dobrze kraju. Odradzam ten sposób długotrwałego podróżowania tym, którzy nigdy wcześniej nie jeździli konno. Ja po raz pierwszy w życiu wsiadłam na konia właśnie w Mongolii i jeździłam na nim ok. 6 godzin. Było to bardzo wyczerpujące. Mongolskie siodła są inne niż te, na których się jeździ w naszej części świata. Siniaki i obolała pupa oraz naciągnięte mięśnie dla niewprawnego jeźdźca będą tylko jedną z pamiątek (mam nadzieję krótkotrwałych) po pobycie w Mongolii. Mongolskie koniki są znacznie niższe od naszych. Zamiast zwiedzać konno Mongolię można poprosić kierowców o zawiezienie do miejsce, gdzie można urządzić sobie kilkudniowy trekking. Nie ma z tym problemu. Mongołowie chętnie wynajmują konie turystom. Można więc zatrzymać się na kilka dni w jurtach turystycznych i codziennie jeździć lub wynająć konie i pojechać przed siebie a potem wrócić. Pamiętajmy, że mongolskie koniki działają jak swoiste „naczynia połączone”-jeśli rozpędza się jeden to inne biegną za nim. Poza tym konik są niezbyt czułe na dociskanie ich udami. Raczej nie ruszą. Wówczas można poczekać aż ruszy pierwszy konik-reszta sama pójdzie za nim albo użyć nieco bardziej drastycznego rozwiązania- uderzyć w zad konia nahajem. Zbliżając się do konika pamiętajmy, żeby nie robić tego od strony zadu. Stres jeźdźca przenosi się na konia. Nie ma się czego bać. Trzeba się tylko odprężyć i podziwiać świat. Można również kupić konika a potem, po podróży, odsprzedać go. Mongolia z wielbłądziego garbu Mam dużo sceptycyzmu jeśli chodzi o ten środek transportu. Niektóre przewodniki podają, że jest to ciekawa forma transportu po kraju. Wielbłądy są dość wolnymi stworzeniami, w związku z tym podróżowanie na nich będzie jeszcze wolniejsze niż podróżowanie na koniach. Proponuję zrobić podobnie jak z konikami- po prostu pojeździć kilka godzin. Również na wielbłądzie pierwszy raz jechałam w Mongolii. Wsiadając na zwierzaka należy się upewnić, że wielbłąd leży. Najpierw podniesie się zad, więc jeździec siłą rzeczy pochyli się do przodu (trzymajmy się przedniego garbu!)-strach pomyśleć co by było gdyby wielbłądy wstawały inaczej…Następnie podnosi się przód. Zsiadanie z wielbłąda wygląda dokładnie na odwrót: najpierw przód (też trzeba się nieco mocniej złapać za przedni garb) a potem reszta. Zejść można dopiero wtedy gdy zwierze osiądzie na podłożu. Jazda w moim odczuciu jest mniej przyjemna niż jazda konna. Wielbłądy człapią. Owszem można je zmusić do kłusowania ale przewodnik stada, którym ma pod opieką i turystów i wielbłądy może się na to nie zgodzić. Jeśli się nie zgadza to wie co robi, i lepiej go nie namawiać. Ponadto niestety spomiędzy wielbłądzich garbów w czasie kłusu można zwyczajnie wylecieć do przodu (trochę jak z hamowaniem na rowerze). Zdenerwowane wielbłądy nie są miłe-plują śliną lub niestrawionym pokarmem. Spłoszone zwierze możne zwyczajnie uciec, dlatego będąc w okolicach zwierzęcia najlepiej nie wrzeszczeć lub nie zachowywać się gwałtownie (jeśli jesteśmy w podróży samochodami a zatrzymaliśmy się tylko na trekking na wielbłądach to pół biedy, zdecydowanie gorzej jeśli zdecydowaliśmy się podróżować po Mongolii na wielbłądzie i to był nasz jedyny środek transportu). W przeciwieństwie do koni wielbłądami łatwiej się steruje, są bardziej czułe; może też wynika to z tego, że wodze mają przełożone przez nos i zablokowane kołeczkiem. Każdy ruch jeźdźca pociągającego „za sznurki” po prostu boli. Wielbłądy też nie zawsze chcą ustawić się w charakterystyczną karawanę. Cztery będą szły równo jeden za drugim a reszta tak, jak będzie chciała. Wielbłądy są też zdecydowanie bardziej brudne niż konie i zdecydowanie niemile pachną. Ale nie należy się tym zrażać tylko spróbować. Najlepiej pojeździć na wielbłądach na mongolskiej pustyni Gobi. Wszystkie powyższe informacje pochodzą z własnego doświadczenia autorki. Tekst ma charakter autorski.

27 lutego 20111138Views

Przysłowia Mongolskie

Mongolia – przydatne linki